Gazu mało i więcej nie będzie...
Przed nami lato, więc raczej nie pora na zamartwianie się, czy gazu wystarczy, by ogrzać mieszkanie. Okazuje się jednak, że problem ten może pojawić się już na jesieni.
Miniony sezon grzeczy wyraźnie pokazał, jak istotne jest posiadanie krajowych rezerw tego surowca na odpowiednim poziomie. Na szczęście, dosyć łagodna zima nie pozwoliła nam w pełni przekonać się o roli gazu dla gospodarstw domowych. Jakkolwiek jednak nasz kraj w dalszym ciągu ma kłopoty z uruchomieniem dostaw, które pozwoliłyby zapełnić magazyny.
Gaz miał popłynąć na mocy umowy między spółkami Gazprom Export i PGNiG, która została parafowana 8 maja br., a która stanowić miała alternatywę dla nierealizowanego od początku roku kontraktu z rosyjsko-ukraińską spółką RosUkrEnergo (RUE). Firma ta, należąca w połowie do Gazpromu, powinna dostarczać do Polski 2,3 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Chociaż kontrakt obowiązuje do br., od stycznia RUE nie realizuje dostaw. 20 stycznia spółka została wyeliminowana z pośrednictwa w handlu gazem pomiędzy Rosją a Ukrainą.
To powoduje, że już dziś PGNiG, aby zaspokoić potrzeby polskiego rynku, korzysta z zasobów rezerwowych. Te jednak z dnia na dzień kurczą się coraz bardziej, a ich odnowienie wymaga natychmiastowego uruchomienia strumienia surowca. Napełnianie magazynów jest bowiem procesem czasochłonnym, trwającym wiele tygodni, a nawet miesięcy.
Wygląda na to, że brak realizacji dodatkowych dostaw gazu może zagrozić naszemu bezpieczeństwu energetycznemu. Strona rosyjska wyraźnie też probuje wymusić na nas podpisanie pełnego kontraktu, który stanowi nie mniejsze niebezpieczeństwo, bo oznacza całkowitą zależność od Gazpromu. W dodatku i tak nie rozwiąże to wszystkich problemów.
- Nawet pomimo zawarcia tego kontraktu, Polsce i tak będzie brakować mniej więcej 400 do 500 mln metrów sześciennych gazu w tym roku. Rocznie zużywamy ok. 14 mld m3, więc jest to istotna ilość gazu, o której miałyby być prowadzone rozmowy jak gdyby w drugim etapie. - mówi Agnieszka Łakoma z Rzeczpospolitej.
Tymczasem do tego jeszcze daleko i bez pomocy Brukseli pewnie niewiele uda się nam wskórać w rozmowach z Gazpromem. Unia jednak nie chce dłużej ingerować w rozgrywający się na naszych oczach konflikt. Pozostaje więctylko czekać, licząc optymistycznie, że prędzej czy później sytuacja wróci do normy. O to trudno, zwłaszcza w sytuacji, gdy rozmowy na temat dostaw gazu ciągle odsuwają się w czasie. Zapytany o opinię na ten temat wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak przypuszcza, że owo przedłużanie podpisania kontraktu może oznaczać, iż są przeszkody o innym charakterze. Jakie? Pewnie wkrótce się dowiemy.
Gaz miał popłynąć na mocy umowy między spółkami Gazprom Export i PGNiG, która została parafowana 8 maja br., a która stanowić miała alternatywę dla nierealizowanego od początku roku kontraktu z rosyjsko-ukraińską spółką RosUkrEnergo (RUE). Firma ta, należąca w połowie do Gazpromu, powinna dostarczać do Polski 2,3 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Chociaż kontrakt obowiązuje do br., od stycznia RUE nie realizuje dostaw. 20 stycznia spółka została wyeliminowana z pośrednictwa w handlu gazem pomiędzy Rosją a Ukrainą.
To powoduje, że już dziś PGNiG, aby zaspokoić potrzeby polskiego rynku, korzysta z zasobów rezerwowych. Te jednak z dnia na dzień kurczą się coraz bardziej, a ich odnowienie wymaga natychmiastowego uruchomienia strumienia surowca. Napełnianie magazynów jest bowiem procesem czasochłonnym, trwającym wiele tygodni, a nawet miesięcy.
Wygląda na to, że brak realizacji dodatkowych dostaw gazu może zagrozić naszemu bezpieczeństwu energetycznemu. Strona rosyjska wyraźnie też probuje wymusić na nas podpisanie pełnego kontraktu, który stanowi nie mniejsze niebezpieczeństwo, bo oznacza całkowitą zależność od Gazpromu. W dodatku i tak nie rozwiąże to wszystkich problemów.
- Nawet pomimo zawarcia tego kontraktu, Polsce i tak będzie brakować mniej więcej 400 do 500 mln metrów sześciennych gazu w tym roku. Rocznie zużywamy ok. 14 mld m3, więc jest to istotna ilość gazu, o której miałyby być prowadzone rozmowy jak gdyby w drugim etapie. - mówi Agnieszka Łakoma z Rzeczpospolitej.
Tymczasem do tego jeszcze daleko i bez pomocy Brukseli pewnie niewiele uda się nam wskórać w rozmowach z Gazpromem. Unia jednak nie chce dłużej ingerować w rozgrywający się na naszych oczach konflikt. Pozostaje więctylko czekać, licząc optymistycznie, że prędzej czy później sytuacja wróci do normy. O to trudno, zwłaszcza w sytuacji, gdy rozmowy na temat dostaw gazu ciągle odsuwają się w czasie. Zapytany o opinię na ten temat wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak przypuszcza, że owo przedłużanie podpisania kontraktu może oznaczać, iż są przeszkody o innym charakterze. Jakie? Pewnie wkrótce się dowiemy.
(bpawlak), 26-05-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



