Obiecanki - cacanki...
Jak elegancko wycofać się z pomocy oferowanej w ramach programu "Rodzina na swoim"? Dużo mówić, mało robić i wprowadzić całą masę ograniczeń... Czy rzeczywiście o to chodzi?
Rządowy projekt o dopłatach do kredytów hipotecznych dla osób, które straciły pracę, jest już po uwagach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, natomiast 19 maja rozpatrywany będzie na posiedzeniu Rady Ministrów. W ostatnim momencie wprowadzane są kolejne poprawki, rozwiązaniu bowiem wciąż daleko do ideału.
Projekt przewiduje udzielenie pomocy osobom, które straciły pracę po 1 lipca 2008 r., zarejestrowały się w urzędzie jako bezrobotni, kupiły swoje pierwsze lokum na kredyt i w nim mieszkają. Ma to być sposób na przetrwanie kryzysu, jaki dotknął również nasz kraj. W związku z tym przejściowe przepisy w tym zakresie obowiązywać będą do końca 2010 roku. W ramach udzielonego wsparcia bezrobotni skorzystać będą mogli z rocznej pożyczki w wysokości maksymalnie 1200 zł miesięcznie, którą po dwuletnim okresie karencji spłacać będą w ciągu kolejnych 8 lat, bez odsetek oraz dodatkowych opłat.
Kontrowersyjną kwestią stała się wprowadzona w ostatnich dniach propozycja ograniczenia, zgodnie z którym pomocy w spłacie nie otrzymają rodziny, jeśli przynajmniej jedno z małżonków będzie pracować. Zmiana w projekcie miała zapobiec ewentualnym nadużyciom, masowym zwolnieniom z pracy, by spełnić kryteria programu i skorzystać z dopłat do kredytu.
W tym momencie wypada autorom wprowadzonych do projektu zmian pogratulować lotności umysłu, bo jednocześnie odbiera się nadzieję tym, którzy balansują na progu minimum socjalnego, a których pensje kształtują się na poziomie 1,5 – 2 tys. zł. Wszystko dobrze, jeśli takie zarobki w rodzinie osiąga dwoje. Co jednak, jeśli suma taka ma nie tylko wystarczyć na utrzymanie rodziny, ale i spłatę kredytu?
Zdaniem pomysłodawców, to m.in. sposób na ograniczenie szarej strefy. Trudno bowiem analizować dochód, skoro ktoś mógłby „zarabiać poza ewidencją”. Tu jednak Gazeta Wyborcza zastanawia się, jak można łączyć te dwie sprawy, a nie uwzględnić sytuacji, kiedy w rodzinie pracę traci małżonek zarabiający 1,5 tys. zł, a drugi na etacie potrafi osiągać dochód rzędu kilkunastu tysięcy złotych. W takim przypadku właśnie kryterium dochodowe wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem, w dodatku sprawdzonym od wielu lat, choćby w przyznawaniu dodatków mieszkaniowych, rodzinnych, socjalnych itp.
Tłumaczenie więc, że weryfikacja dochodów byłaby procesem zbyt żmudnym czy kosztownym daje powód do myślenia, że może chodzi o coś zupełnie innego. Wszystko wskazuje na to, że albo mimo zapewnień, pieniędzy na ten cel brakuje, albo inne wydatki są pilniejsze. W każdym razie z pewnością nie chodzi o zapewnienie powszechnej dostępności owego wsparcia.
Projekt przewiduje udzielenie pomocy osobom, które straciły pracę po 1 lipca 2008 r., zarejestrowały się w urzędzie jako bezrobotni, kupiły swoje pierwsze lokum na kredyt i w nim mieszkają. Ma to być sposób na przetrwanie kryzysu, jaki dotknął również nasz kraj. W związku z tym przejściowe przepisy w tym zakresie obowiązywać będą do końca 2010 roku. W ramach udzielonego wsparcia bezrobotni skorzystać będą mogli z rocznej pożyczki w wysokości maksymalnie 1200 zł miesięcznie, którą po dwuletnim okresie karencji spłacać będą w ciągu kolejnych 8 lat, bez odsetek oraz dodatkowych opłat.
Kontrowersyjną kwestią stała się wprowadzona w ostatnich dniach propozycja ograniczenia, zgodnie z którym pomocy w spłacie nie otrzymają rodziny, jeśli przynajmniej jedno z małżonków będzie pracować. Zmiana w projekcie miała zapobiec ewentualnym nadużyciom, masowym zwolnieniom z pracy, by spełnić kryteria programu i skorzystać z dopłat do kredytu.
W tym momencie wypada autorom wprowadzonych do projektu zmian pogratulować lotności umysłu, bo jednocześnie odbiera się nadzieję tym, którzy balansują na progu minimum socjalnego, a których pensje kształtują się na poziomie 1,5 – 2 tys. zł. Wszystko dobrze, jeśli takie zarobki w rodzinie osiąga dwoje. Co jednak, jeśli suma taka ma nie tylko wystarczyć na utrzymanie rodziny, ale i spłatę kredytu?
Zdaniem pomysłodawców, to m.in. sposób na ograniczenie szarej strefy. Trudno bowiem analizować dochód, skoro ktoś mógłby „zarabiać poza ewidencją”. Tu jednak Gazeta Wyborcza zastanawia się, jak można łączyć te dwie sprawy, a nie uwzględnić sytuacji, kiedy w rodzinie pracę traci małżonek zarabiający 1,5 tys. zł, a drugi na etacie potrafi osiągać dochód rzędu kilkunastu tysięcy złotych. W takim przypadku właśnie kryterium dochodowe wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem, w dodatku sprawdzonym od wielu lat, choćby w przyznawaniu dodatków mieszkaniowych, rodzinnych, socjalnych itp.
Tłumaczenie więc, że weryfikacja dochodów byłaby procesem zbyt żmudnym czy kosztownym daje powód do myślenia, że może chodzi o coś zupełnie innego. Wszystko wskazuje na to, że albo mimo zapewnień, pieniędzy na ten cel brakuje, albo inne wydatki są pilniejsze. W każdym razie z pewnością nie chodzi o zapewnienie powszechnej dostępności owego wsparcia.
(bpawlak), 12-05-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy





