Walutowa stabilizacja i kredyty
Prognozy ekonomistów coraz częściej w jednym są zgodne: nadchodzi stabilizacja, a złotówka się umacnia. Czy jednak warto myśleć o przewalutowaniu kredytów?
Na poprawę sytuacji wyraźnie wpłynęły rozmowy na temat możliwości przyznania Polsce elastycznej linii kredytowej MFW. Ta, w ocenie ekonomistów, byłaby znaczącym czynnikiem stabilizującym złotówkę, która w pierwszym kwartale br. przeżywała prawdziwe zawirowania.
Teraz oczekiwać należy tylko zmian na lepsze, a te prognozy powinny ucieszyć zwłaszcza popadające w zwątpienie osoby spłacające kredyty walutowe. Nie powinny one jednak wykazywać nadmiernego entuzjazmu, myśląc zaraz o przewalutowaniu ryzykownych zobowiązań we franku czy euro. Dlaczego? Na to pytanie odpowiada dzisiejsza Gazeta Prawna.
Przede wszystkim kredytobiorcy powinni być świadomi faktu, że nagłe osłabienie złotówki było wynikiem nie pogarszającej się sytuacji gospodarczej kraju, ale trendów na rynkach światowych i odwrócenia inwestorów od rynków wschodzących i ich obligacji. Tymczasem rozmowy na temat FCL (Flexible Credit Line) coraz częściej skłaniają banki do rewizji prognoz kursu walutowego na ten rok. To zaś, według szacunków analityków banku Raiffeisen, przesądzi o ustaleniu kursu euro na poziomie 3,70-3,80 zł zamiast zakładanych wcześniej 4,2 zł. Nieco ostrożniej sytuację ocenia Marek Wołos, analityk TMS Brokers, który uważa, że w drugim kwartale za euro zapłacimy 4,2-4,5 zł, a w trzecim – ok. 4 zł. To jednak, w opinii Jakuba Borowskiego z Invest Banku i tak pobożne życzenie. Jego przewidywania zakładają bowiem wycenę euro co najmniej na 4,40 zł na koniec roku.
Wracając jednak do kredytów… Dlaczego nie należy podejmować decyzji o zamianie zobowiązań wobec banków na złotówki? Powodów jest co najmniej kilka.
Podstawowy to zbyt wysokie koszty przewalutowania, które jest opłacalne, gdy waluta osiąga poziom co najmniej z okresu, kiedy kredyt był zaciągany. Tymczasem niewiele osób uzyskało kredyt przy kursie 2,90 za franka, bo te albo były na rynku niedostępne, albo ograniczenia w otrzymaniu takiej pożyczki zbyt duże. O zamianie franków na złotówki nie powinny w ogóle myśleć osoby, które kredyt otrzymały, gdy frank był tani (np. przed rokiem). W ich przypadku mogłoby się bowiem okazać, że po zamianie wartość zobowiązań jest większa od wartości nieruchomości.
Liczyć się też trzeba z faktem, że obecne osłabienie złotówki w stosunku do sytuacji choćby sprzed roku, przy jednoczesnych spadku wartości nieruchomości, nie zawsze jest możliwe. Ubieganie się o nie traktowane jest przez banki niemal tak samo jak wniosek o udzielenie nowego, w dodatku często wyższego kredytu. Tyle tylko, że oczekiwanie na decyzję, przy zmiennych zachowaniach walut, może trwać za długo. Wreszcie brać pod uwagę trzeba i to, że kredyty są obecnie droższe, bo wzrosły marże i oprocentowanie.
Wygląda więc na to, że z pokerową miną zacisnąć trzeba zęby i cierpliwie czekać na poprawę. Ta prędzej czy później nastąpi, bo trwający kilka miesięcy trend spadkowy dla złotówki i tak trwa tylko „chwilę”, zwłaszcza gdy kredyt zaciągamy na 30 lat.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



